Zapomniałam podzielić się ostatnim czwartkiem października. Trudny dzień, choć ostatecznie się udało mimo iż w niektórych miejscach nie wiedziałam, czy śmiać się, czy płakać. Na kilkanaście/kilka dni wcześniej dużo kłótni, dużo pretensji, dużo żalu, bólu, czyjejś zazdrości, a tak naprawdę można to ująć jednym słowem - dziecinada. Choć ile nerwów zszarganych, ile razy odwiedzony konfesjonał, ile rozmów, ile sytuacji, gdzie emocje brały górę - to moje...
Ale dużo się dzięki temu nauczyłam. Takie sytuacje dużo pokazały mi o mnie samej, o mych słabościach, ale też o mych mocnych stronach...
No i wylosowany cytat, kapitalny wręcz:
"Posłusznym bądź, bo przez to najwięcej udoskonalisz siebie i innych"
Mimo wszystko dobry czas. Zły robił, co mógł, by wszystko zepsuć, ale wierzę, że w życiu osób, które tam były, owoce się pojawią.
- - - - - -
Pierwsze koło za mną. Czekam na ocenę... Rewelacji pewnie nie będzie, ale... chyba nauczyłam się cieszyć z małych rzeczy. Naprawdę małych... :)
W domu wciąż problemy. Ale już jedyne co mogę, to po prostu ufać. Ufać, że On się tym zajmie, że przecież tak tego wszystkiego nie zostawi...
A dziś...
Po wykładach, czas Adoracji i spotkania z Miłosiernym.
Język plątał się okropnie, ciężko było sklecić zdanie...
Ale już po wszystkim buzia się śmieje na odległość,
a z jakiego powodu jednak zostawię dla siebie... :)
lecz chyba najlepiej określić to tak:
"gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny" ;)
proszę o modlitwę!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz